Można powiedzieć, że jestem uzależniona od internetu. Uzależniona od komentowania, wtrącania swoich 3 groszy, czytania komentarzy i opinii innych. Samotność? Brak bliskiej duszy w świecie rzeczywistym? Może. Więc z tej samotności wertuję internet. Strona po stronie, od skrajnie prawicowych i katolickich portali po anarchistyczne czy socjalistyczne. Ikonka facebooka wyświetla się w kartach przeglądarki 24 godziny na dobę. Przede mną jest bezkres chaosu informacji, natłoku wszelkich wydarzeń, info, opinii i przede wszystkim emocji. Internet od emocji wręcz kipi. Wylewają z siebie emocje samce spragnione pochwały swych wybujałych ego, kołcze pragnące wiecej i więcej wyznawców, matki z dziećmi wrzucające głupie zdjęcia. Politycy obrzucający się błotem na twitterze. Jednocześnie te wszystkie, różnorodne jednostki ukrywajace się tylko pod nickiem, nazwiskiem nic nie mówiącym ludziom i obrazkiem ściągniętym skądś, lub zrobionym...