Jakieś 2 lata temu bardzo dużo rozpisywałam się o pracy. Żyłam nią, odkrywałam aspekty zarobku na życie. I to zazwyczaj te negatywne. Miałam wtedy jakieś 19 lat, ledwo całą torbę swojego dobytku i ruszyłam w świat, by wyrwać się z domu. By pracować, dzięki swojemu groszowi utrzymać się przy życiu z dumą, zamiast za jedzenie i dach nad głową znosić upodlenie i przyjmować wszystkie dobra w zamian za wyrzuty sumienia. Bo przecież dorosłe życie to nie jest rezygnacja ze swojego wymarzonego świata, prawda? Nie, wcale ten świat nie jest taki brzydki. Jaka ja byłam głupia. Nie, nie było złym pomysłem pójście na swoje tak młodo. Nie było grzechem iść do pracy i przekonać się na samej skórze, co to właściwie jest życie. A raczej egzystencja. Dzisiaj jak zwykle, zaspałam, siłą się zbierałam by isc do pracy. Praca, w której mam super ludzi, w której zarabiam dobrze i nie narobię się fizycznie. Pracuję w ubezpieczeniach. Jakich? Nie wiem. Usiłowałam się dzisiaj dowiedzieć. Dla jaki...