Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2017

Historia 50 postaci

Każdy to zna – porządki zaczynają się wywaleniem wszystkich rzeczy i segregowaniem na potrzebne i niepotrzebne, a kończą się na wspominkach, pochylając się nad starociami przywracającymi wspomnienia jak z wczoraj. Znalazłam. Tajemniczą, skórzaną teczkę, w której trzymałam wszystkie karty postaci, które kiedykolwiek grałam podczas larpów. Około 50 postaci – różnych ras, stanów, sytuacji. LARPy… Live action role playing. Dla mnie bardziej role playing. Odkąd zagrałam w pierwszego w życiu larpa wiedziałam, że najbardziej przemawiało we mnie wcielenie. Wcielenie się kogoś, kim nigdy nie byłam, sytuacje mojej postaci, których nigdy bym nie przeżyła. A kto wie… Przyjaciele i sojusznicy z tawern, wrogowie, którzy wyśmiewali mnie jako kapitana gwiazdy śmierci. Moje pomysły podczas wyścigu z lożą masońską, dowodzenie grupą przestraszonych ludzi podczas apokalipsy. I moje urojenia. Rzadko grałam bezbarwne służące chcące tylko zabić swe księżniczki. Nie grałam złodziejaszków....

Ludzie nie chcą zmian - recenzja książki "Mali Bogowie"

Ludzie nie chcą zmian. Do tak smutnych wniosków doszłam do wniosku, czytając najnowszą książkę Pawła Reszki „Mali Bogowie. O znieczulicy Polskich Lekarzy”. Bo wbrew pozorom, czytając tę książkę myślałam nie tylko o lekarzach. Wertując tę książkę na początku i czytając na wyrywki bałam się iśc do kolejnego lekarza. Ba, jakby mój strach przed lekarzami nie był wystarczająco wielki! Pociesza mnie jedynie to, że jeśli pójdę do lekarza z córką, na pewno lepiej potraktują ładne, słodkie niemowlę niż starszą, śmierdzącą panią. Zacznę od tego, że moja rodzina trochę przeze mnie przeżyła czasu w szpitalnych salach. Byłam słabą nastolatką, a zdarza się, że czasem jestem słabym dorosłym. Jedzie się wtedy na izbę przyjęć. Nie, nie z pierdołami. Nie dzwonię po karetkę z byle katarem, czy bólem głowy, bo karetki są teraz zbyt cenne, by wzywać je z byle powodu – np. wypisać leki, kiedy się nie chce iść do lekarza. Ludzie w ogóle nie mają poszanowania dla pracowników karetek. Nie będę tu robić k...

Konserwatyzm - dlaczego tak?

Ponoć dyskusja z osobą o takich samych poglądach jak ty jest bezcelowa. Szukacie wspólnego tematu do rozmowy, jest łatwo, pięknie, przyjemnie, może z chwilowym, nieprzyjemnym ślizgiem miedzy wami. Ale wszystko jest takie łatwe, gdy nie dochodzisz do nowych wniosków i żyjesz dalej. Czym innym jest dyskusja z kimś o innym biegunie. Ścieracie się między sobą, odbijając piłeczkę jak w jakimś meczu, rozbierając siebie argument  po argumencie. A pomiędzy nimi zawsze znajdujesz jakiś kwiatek, ciekawy dla ciebie i rozmówcy. Coś nowego, co chociażby jest innym punktem widzenia, przeżyciem. Emocją. Bo nikt, kto wybiera sobie pewien pogląd, trafia go i krzyczy w duchu "tak! to ja!" nie robi tego bez odniesienia do tego, co przeżył. Chciałam być miła i podyskutować. Owszem, po urodzeniu dziecka zrobiła się ze mnie straszna suka. Nie zliczę, ile razy już przeczytałam o sobie "chamuj się!", "myślisz ze jak napiszesz no offence to będziesz milsza?". Ale tak, zdarza się, ...

Polska A i Polska B

Gdy moja babcia jeszcze żyła, mawiała o podziale na Polskę A i Polskę B. Polskę, która była bliżej berlina, zachodu, tych bajerów które można było stamtąd przywieźć i lepszego świata.. I Polskę B - do której bliżej było do ZSRR nie tylko geograficznie, ale i mentalnie. Minęło 50 lat i nic się nie zmieniło. No, może geografia. Może podział województw. Technologia, Partie rządzące... Mówi się, że najpierw przyszły lata 90te, które zachłysnęły się dobrobytem, który nagle u nas nastał. Ludzie dorabiali się i nowe firmy wyrastały jak grzyby po deszczu. Narodziło się nowe pokolenie Y, którego jestem przedstawicielką. Teoretycznie - powinno zmienić się wiele, prawda? Nie. Pijanym narodem łatwiej manipulować. A narodem, który przeżył indoktrynację komunistów i propagandę - jeszcze łatwiej. Propagandę, która głosiła o równości wszystkich po to, by tych wszystkich równych ludzi zniżyć do poziomu robactwa. Ludzie to zwierzęta. Zwierzęta, które chcąc nie chcąc mają w swojej naturze hierarchiczność...

good b8 m8, czyli sztuka robienia z ludzi debili.

W internecie czasami można trafić na "złoto". Coś, co się zapamięta na długo, coś co może być przejawem dobroci człowieka, spontaniczności czy wytworem mądrej głowy. Zazwyczaj jednak nie ma to pozytywnego aspektu. "Mądry z głupim się nie dogada" - myśli sobie anon, toczący gównoburzę w internecie. Powiem gorzej: głupiego nie przekonasz do tego, że jest głupi. Nie udowodnisz mu tego z racji jego głupoty. Co więcej - zniży cię do swojego poziomu i pokona doświadczeniem. Jaka szkoda, ze tak późno to zrozumiałam. Znajdzie się więc pomysł na to, jak kogoś poniżyć? Jak ukazać czyjąś głupotę? No, może nie bezpośrednio temu osobnikowi, tylko światu. Tutaj do akcji wkracza bait (z ang. przynęta). Zazwyczaj ludzie łapią się na przynętę ze swej niewiedzy, bądź głupoty. O tyle łapanie ludzi na haczyk poprzez ich niewiedzę nie jest takie zabawne, o tyle niesprawdzanie źródeł i ufanie wszystkiemu na ślepo jest głupotą. A tym bardziej, gdy ktoś nie jest na tyle ogarnięty...

Innego końca świata nie będzie.

Nie miałam pomysłu. Gdyby się tak zastanowić, to dość często mam problem z kreatywnością. Czasem zaskoczy, czasem nie. Tak było i tym razem. Quest: przebranie inspirowane końcem świata. Wiec jako leniwa buła, wpisałam w  google :koniec świata, wyskoczył mi znam drogowy z miejscowością "koniec świata". Ok, będę znakiem drogowym. Zniszczyłam karton na elektronikę, pomalowałam, namalowałam znak drogowy i jazda na imprezę końca świata. W przebraniu? A jakże. Jestem dziwakiem. Kiedyś się tego wstydziłam. Czy można mieć o sobie gorsze mniemanie niż to, które mam teraz? Można. Choć wydaje się to całkiem niemożliwe, byłam cichą i jeszcze bardziej zakompleksioną istotą z powodu swych dziwactw. Potrafiłam na potęgę pisać wiersze w moim małym zeszyciku na każdy temat. Napisałam nawet wiersz o obgryzaniu paznokci i odę do naleśników. Potrafiłam przyjść do szkoły w spranych bojówkach, sukience w kratkę i włosach w warkocz, kok i kręcone loczki... wszystko naraz. Te i inne dziwactwa...

Laktoterror.

Jak już wiadomo dla czytelników, zostałam niedawno mamą. Ot co. Po co jest mama dla takiego niemowlęcia? Ano po to by ponosiła. Potuliła. Przewinęła, uspokoiła, pogadała, pogwizdała, porobiła jakieś dziwne miny, puszczała muzykę i pokazywała zabawki. Puszczała głupie filmiki z internetu, czy coś. I żeby nakarmiła. Tak - nakarmiła w ten sposób by nie było głodne, przybierało na wadze, było zdrowe, silne i miało chęci do zabawy poznawania tego świata. Laik spyta - co za różnica, modyfikowane, czy naturalne? I tym i tym się naje! Och, chciałbyś tak myśleć. Jak to przeczytałam gdzieś ostatnio - gdy zostajesz rodzicem (a zwłaszcza mamą), jesteś pod ostrzałem ocen i krytyki wobec absolutnie wszystkiego względem dziecka. "Gdzie to dziecko ma czapeczkę?" "ona pije ładne, duże porcje, ale za rzadko! Czemu ona nie je co 2 godziny?!" No kurwa, nie wiem. Może dlatego, ze gdybym co 2 godziny wpychała jej na siłę butelkę to by jej się odechciało jeść w ogóle?! "Źl...

Wyznanie hejtera

   Można powiedzieć, że jestem uzależniona od internetu.    Uzależniona od komentowania, wtrącania swoich 3 groszy, czytania komentarzy i opinii innych.    Samotność? Brak bliskiej duszy w świecie rzeczywistym? Może. Więc z tej samotności wertuję internet. Strona po stronie, od skrajnie prawicowych i katolickich portali po anarchistyczne czy socjalistyczne. Ikonka facebooka wyświetla się w kartach przeglądarki 24 godziny na dobę. Przede mną jest bezkres chaosu informacji, natłoku wszelkich wydarzeń, info, opinii i przede wszystkim emocji. Internet od emocji wręcz kipi. Wylewają z siebie emocje samce spragnione pochwały swych wybujałych ego, kołcze pragnące wiecej i więcej wyznawców, matki z dziećmi wrzucające głupie zdjęcia. Politycy obrzucający się błotem na twitterze.       Jednocześnie te wszystkie, różnorodne jednostki ukrywajace się tylko pod nickiem, nazwiskiem nic nie mówiącym ludziom i obrazkiem ściągniętym skądś, lub zrobionym...

Supremo

   Zastanawiam się, czy ktoś jeszcze ma taką kobietę w sobie... Gdybym miała ją opisać, to ten obraz chyba dob rze to robi. Silna, większa ode mnie, nie sposób jej się przeciwstawić, bo kara będzie wielka - kolejny epizod niestabilności, niewiedzy, szaleństwo. Obijanie się z jednego pola do drugiego, zakończone próbą samobójczą albo pobytem na oddziale zamkniętym. Psychologowie nazwali by ją super ego. Strażnik moralności, który mówi nam, jaki mamy system wartości w sobie i co powinniśmy robić, a czego nie.     Nie jest tajemnicą, że szaleństwo zaczyna się, gdy robisz coś wbrew sobie, czując się potem jak śmieć. Ale ona? To jedyna rzecz, która mnie trzyma. Która rozkazuje mi nie być tyranem dla narzeczonego, nie poddawać się huśtawkom, pokazywać światu, jak bardzo jestem ogarnięta. Nie złościć się z byle powodu, każe mi być pełną zrozumienia... każe. Jestem jak jej szalony piesek, którego musi trzymać mocno na smyczy, by znów nie poczynił w sw...