Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2023

Piccolo

 Byłam od dziecka wielką fanką sylwestra. Sylwester tak naprawdę jarał mnie bardziej od świat bożego narodzenia, ponieważ stawiały się przede mną nowe obietnice: roku lepszego, pełniejszego niespodzianek i radości. Wszystko zaczyna się od nowa. I jeden z najważniejszych dla mnie aspektów: celebracja. Oczywiście, jako dziecko - piccolo. Gdy dorosłam, obowiązkowy był szampan, krata browarów i wino. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak ważny w rozwoju mojego alkoholizmu był sylwester.  Jesteśmy nauczeni jako dzieci celebrować. Najczęściej za pomocą alkoholu. Bo czymże jest piccolo, jak nie substytutem szampana? W ten sposób, uczeni od małego wiemy, ze sylwester bez szampana (czyli ALKOHOLU) to nie sylwester. Z wielkim zdziwieniem obserwowałam ludzi, którzy w sylwestra nie robili mega giga imprezy, bo jak tak można nie celebrować tak ważnego dnia, jakim był koniec starego i początek nowego?  Ale skąd to się wzięło? Oczywiscie od wzorców, jakie przekazali mi rodzice: dysfunkcy...

Czy jestem fatfobem?

A może jednak jestem fatfobem? Takie myśli towarzyszyły mi od zawsze. Nie bez powodu. Zawsze zwracałam uwagę na to, że ktoś jest otyły, czy gruby i robiłam to automatycznie. Czy myślałam o tych osobach źle? Nie, raczej zauważałam fakt. Fakt jednej z najważniejszych chorób cywilizacyjnych. Czy naprawdę muszę tłumaczyć, czym grozi otyłość? Chyba nie. Chociaż skutki otyłości na wskutek powszechnej edukacji są nam znane w Polsce, to rośnie grono body positive i fatTiktokeów. Jestem ogromną fanką body positive, choć jest to dla mnie trudne. Trudne, kiedy porównuje się z koleżankami z siłowni. Trudne, gdy patrzę  potem w swoje odbicie w lustrze na sali treningowej. Widzę ten brzuch, to oblazłe ciało, pełne moich kompleksów i pełne czekolady, którą wsuwam nałogowo, pełna odrazy do samej siebie. Ważę 67 kg przy 165 cm wzrostu. Nie jest to nadwaga, raczej jestem na granicy normalności z moim wskaźnikiem bmi 25 (choć nie jest to perfekcyjny wyznacznik zdrowia). I nie zrozumcie mnie źle: dla ...

My Blue Monday

  Mam czasami wrażenie, że blue monday mam codziennie. Niekończąca się zima, która bardziej przypomina jesień, niezrealizowane obietnice, postanowienia, niedotrzymanie słowa. Wszystko zlewa się w jedną całość tworząc brudnoniebieski kolor, który kiedyś tak uwielbiałam jako dziecko. Kojarzył się z bezpieczeństwem, nadzieją, dzisiaj z tego koloru wynika tylko szarobrudna zima, która nawet nie uraczyła nas śniegiem. Blue monday to podobno najbardziej depresyjny dzień w roku. Kończą nam się oszczędności, euforia świąteczna mija, zostają tylko niezrealizowane postanowienia noworoczne do których tracimy zapał. Fakt, nigdy nie miałam problemów z dotrzymaniem postanowień noworocznych, bo były to plany na cały rok, aby zmienić swoje życie. Ale czy jest sens zmieniać swój los, skoro na tak niewiele rzeczy mamy wpływ? Czy mamy wpływ na pogodę, która raczy nas brakiem witaminy D, czy mamy wpływ na politykę, na spiski polityczne, jakie rządzą światem? Nie wiem nawet, czy mamy wpływ na swoją w...