Czarno - białe.
Uwielbiam to połączenie. Kojarzy mi się z nienaganną klasyką, dopasowaniem czegoś przeciwnego co współgra ze sobą. Czasem do tego dochodzi czerwień, która symbolizuje nowości i ożywia.
Byłabym jednak bardziej zadowolona, gdyby...
Czerń i biel nie były jedynymi kolorami mej świadomosci. Każdy wie, że są też odcienie szarości, po jasne tony, przenikajace z ciemnymi, uwydatniające cienie, rozświetlające... Ja to wiem. Mieści się to w zakresie mojej wiedzy, ale nie odczuciach.
Próbuję ludziom pokazać, że nie wszystko, co widzimy w opinii publicznej jest takie, jakie jest. Że kryje się za tym coś jeszcze, jakas druga strona i tak naprawdę nic nie jest jednoznacznie złe. No właśnie. Ten podział na dobro i zło. Wiecie dla kogo jest charakterystyczny? Dla czterolatka, który właśnie poznaje świat i uczy się rozróżniać, co moze być dla NIEGO dobre, a co złe w skutkach.
Jestem emocjonalnie jak taki 4-latek.
Jeśli jesteś dla mnie kimś bliższym niż tylko znajomym, zacznę cię albo dewaluowac, albo ubóstwiać. Nie potrafię powiedzieć, ze kogoś po prostu lubię i tyle, że ma swoje wady nie do zniesienia ale i tak jest w porządku. Nie. Dla mnie ktoś jest albo zajebisty albo spierdolony. Tak samo różne sprawy, zdarzenia. Uczę się je spostrzegać cały czas. Swoje cechy, które okazuję przy pewnych sytułacjach. I wiecie co ? Póki co nie daje mi do żadnej świadomości.
Na przykład, gdy miałam awanturę z moją znajomą. Po całej sprawie zdałam sobie sprawę z tego jak bardzo byłam ślepa na innych, egoistyczna, nawet głupia, trochę tępa, bo nie dostrzegałam jasnych, prostych sygnalów od kogoś. Mogłam powiedziec o sobie "Jasne, wiem ze jestem tępa, ale przynajmniej sie staram. Przynajmniej wiem o swym błędzie, dalej jestem osobą która idzie do przodu, jest kratywna i uczy się nowych rzeczy". Ale nie.
"Jesteś zerem. Jesteś podczłowiekiem. Jesteś mentalnym gównem mniej wartym niż dresiarnia z twojej dzielni."
Dalej? żyletka. Krew, smutek do końca tygodnia, rojenie sobie w głowie sposobów na zabicie samej siebie, bo przecież nie zasługuję na to, by żyć.
Przechodzi. Dalej : Dostałam pracę. Nową, wyamarzoną pracę jako programistka (a raczej koderka stron www), z dobrym wynagrodzeniem, mój larp dostaje się na pyrkonowe złote maski do eliminacji. Jestem wygrywem.
W jednej chwili to, że jestem tępą łajzą, ślepą emocjonalnie babą, znika.
"Jesteś zajebista! Evel, kiedyś osiągniesz wszystko czego sobie tylko wymarzysz bo zasługujesz na to. Jesteś wyjątkowa!"
Nie ma różnych cieni, nie ma środka. Nie ma stałości. Żadnej pewności tego, kim jesteś.
Dlatego zaczynasz szukać. Zwracać uwagę na siebie. Rozpaczliwie błagać ludzi, by od ciebie nie odchodzili. Zakładasz nawet maskę zajebsitej, wyluzowanej osoby, z którą chce się przebywać, byle tylko ktoś był. Coraz bardziej się plączesz, i dalej nie wiesz, czy jesteś introwertykiem, czy ekstrawertykiem. Wybuchasz, rzucasz się na kogoś innego wmawiając sobie że przez ta osobę odebrano ci to, co najcenniejsze. Okładasz ta osobę pięściami, szarpiesz się. Dewaluujesz ją, mimo ze była dla ciebie całym światem.
Kiedy jest spokój? Gdy uświadamiasz sobie, że to wszystko miesza ci twój wewnętrzny potwór, prosto z podświadomości. Który daje ci tylko dwie opcje do wyboru: czerń i biel.
To potwór zwany przez psychiatrów zaburzeniem osobowości z pogranicza.
Bardziej optymistycznie ? Cóż, od 4 miesięcy przyjmuję tylko jakieś słabe antydepesanty, terapię szybko przerwałam. Ale żyję. Chyba. Uczę moją dusze, że na gniew nie ma miejsca. Na zwracanie uwagi na siebie, na sceny. Dół? Dziwne mniemanie o sobie? Ach, witaj, Borderline. Kawa, herbata, czy od razu czerwone wino?
Uwielbiam to połączenie. Kojarzy mi się z nienaganną klasyką, dopasowaniem czegoś przeciwnego co współgra ze sobą. Czasem do tego dochodzi czerwień, która symbolizuje nowości i ożywia.
Byłabym jednak bardziej zadowolona, gdyby...
Czerń i biel nie były jedynymi kolorami mej świadomosci. Każdy wie, że są też odcienie szarości, po jasne tony, przenikajace z ciemnymi, uwydatniające cienie, rozświetlające... Ja to wiem. Mieści się to w zakresie mojej wiedzy, ale nie odczuciach.
Próbuję ludziom pokazać, że nie wszystko, co widzimy w opinii publicznej jest takie, jakie jest. Że kryje się za tym coś jeszcze, jakas druga strona i tak naprawdę nic nie jest jednoznacznie złe. No właśnie. Ten podział na dobro i zło. Wiecie dla kogo jest charakterystyczny? Dla czterolatka, który właśnie poznaje świat i uczy się rozróżniać, co moze być dla NIEGO dobre, a co złe w skutkach.
Jestem emocjonalnie jak taki 4-latek.
Jeśli jesteś dla mnie kimś bliższym niż tylko znajomym, zacznę cię albo dewaluowac, albo ubóstwiać. Nie potrafię powiedzieć, ze kogoś po prostu lubię i tyle, że ma swoje wady nie do zniesienia ale i tak jest w porządku. Nie. Dla mnie ktoś jest albo zajebisty albo spierdolony. Tak samo różne sprawy, zdarzenia. Uczę się je spostrzegać cały czas. Swoje cechy, które okazuję przy pewnych sytułacjach. I wiecie co ? Póki co nie daje mi do żadnej świadomości.
Na przykład, gdy miałam awanturę z moją znajomą. Po całej sprawie zdałam sobie sprawę z tego jak bardzo byłam ślepa na innych, egoistyczna, nawet głupia, trochę tępa, bo nie dostrzegałam jasnych, prostych sygnalów od kogoś. Mogłam powiedziec o sobie "Jasne, wiem ze jestem tępa, ale przynajmniej sie staram. Przynajmniej wiem o swym błędzie, dalej jestem osobą która idzie do przodu, jest kratywna i uczy się nowych rzeczy". Ale nie.
"Jesteś zerem. Jesteś podczłowiekiem. Jesteś mentalnym gównem mniej wartym niż dresiarnia z twojej dzielni."
Dalej? żyletka. Krew, smutek do końca tygodnia, rojenie sobie w głowie sposobów na zabicie samej siebie, bo przecież nie zasługuję na to, by żyć.
Przechodzi. Dalej : Dostałam pracę. Nową, wyamarzoną pracę jako programistka (a raczej koderka stron www), z dobrym wynagrodzeniem, mój larp dostaje się na pyrkonowe złote maski do eliminacji. Jestem wygrywem.
W jednej chwili to, że jestem tępą łajzą, ślepą emocjonalnie babą, znika.
"Jesteś zajebista! Evel, kiedyś osiągniesz wszystko czego sobie tylko wymarzysz bo zasługujesz na to. Jesteś wyjątkowa!"
Nie ma różnych cieni, nie ma środka. Nie ma stałości. Żadnej pewności tego, kim jesteś.
Dlatego zaczynasz szukać. Zwracać uwagę na siebie. Rozpaczliwie błagać ludzi, by od ciebie nie odchodzili. Zakładasz nawet maskę zajebsitej, wyluzowanej osoby, z którą chce się przebywać, byle tylko ktoś był. Coraz bardziej się plączesz, i dalej nie wiesz, czy jesteś introwertykiem, czy ekstrawertykiem. Wybuchasz, rzucasz się na kogoś innego wmawiając sobie że przez ta osobę odebrano ci to, co najcenniejsze. Okładasz ta osobę pięściami, szarpiesz się. Dewaluujesz ją, mimo ze była dla ciebie całym światem.
Kiedy jest spokój? Gdy uświadamiasz sobie, że to wszystko miesza ci twój wewnętrzny potwór, prosto z podświadomości. Który daje ci tylko dwie opcje do wyboru: czerń i biel.
To potwór zwany przez psychiatrów zaburzeniem osobowości z pogranicza.
Bardziej optymistycznie ? Cóż, od 4 miesięcy przyjmuję tylko jakieś słabe antydepesanty, terapię szybko przerwałam. Ale żyję. Chyba. Uczę moją dusze, że na gniew nie ma miejsca. Na zwracanie uwagi na siebie, na sceny. Dół? Dziwne mniemanie o sobie? Ach, witaj, Borderline. Kawa, herbata, czy od razu czerwone wino?
Komentarze
Prześlij komentarz