Przejdź do głównej zawartości

My Blue Monday

 



Mam czasami wrażenie, że blue monday mam codziennie. Niekończąca się zima, która bardziej przypomina jesień, niezrealizowane obietnice, postanowienia, niedotrzymanie słowa. Wszystko zlewa się w jedną całość tworząc brudnoniebieski kolor, który kiedyś tak uwielbiałam jako dziecko. Kojarzył się z bezpieczeństwem, nadzieją, dzisiaj z tego koloru wynika tylko szarobrudna zima, która nawet nie uraczyła nas śniegiem.

Blue monday to podobno najbardziej depresyjny dzień w roku. Kończą nam się oszczędności, euforia świąteczna mija, zostają tylko niezrealizowane postanowienia noworoczne do których tracimy zapał. Fakt, nigdy nie miałam problemów z dotrzymaniem postanowień noworocznych, bo były to plany na cały rok, aby zmienić swoje życie. Ale czy jest sens zmieniać swój los, skoro na tak niewiele rzeczy mamy wpływ? Czy mamy wpływ na pogodę, która raczy nas brakiem witaminy D, czy mamy wpływ na politykę, na spiski polityczne, jakie rządzą światem? Nie wiem nawet, czy mamy wpływ na swoją wypłatę. Mój nastrój niezależnie od niczego, na pozór, waha się i nie chce przestać. Ale nie waha się między dobrem, a złem. Nie waha się pomiędzy radością, światłem, a ciemnym smutkiem. Całe moje życie emocjonalne migruje pomiędzy smutkiem, złością, rozczarowaniem, depresją i apatią. Tak, blue monday mam codziennie.
Bo blue monday to nie tylko rozczarowanie, ale i przygnębienie. Ale czy blue monday istnieje naprawdę? Tak naprawdę nie ma ku temu naukowych podstaw. Tak naprawdę blue monday istnieje w naszych głowach i nadchodzi wtedy, gdy niespodziewanie wkradnie się do naszych serc.  Blue monday to po prostu nawrót depresji.
Nie będę tutaj mówić o toksycznej pozytywności, która tylko bardziej karze nas za to, że czujemy się źle. Bo po co wędrować myślami do pozytywnych myśli typu “uśmiechnij się”, “świat jest piękny”? No tak, świat jest piękny, tylko ludzie to kurwy. Zapomniałam. Dziękuję panie Piłsudski, o ile to ty jesteś autorem tych słów. Nie chcę używać radosnej narracji w stylu “będzie dobrze”, choć czasami potrzebujemy tych słów i przytulenia od bliskiej osoby.
Moja bliska osoba jest daleko. Mieszka 5 minut ode mnie, ale jest daleko, daleko poza tej osoby zainteresowaniem mną. Można być szczęśliwie zakochanym i tak się czuć. Można dzięki takiej osobie odczuwać blue monday, chociaż piszę to w środę. Można to czuć. Właśnie. Można. Możesz odczuwać apatię, złość, smutek, gniew, co tam sobie zażyczysz. Masz do tego prawo i nikt tego prawa do odczuwanych emocji nie może ci zabrać. Nawet jeśli według innych powód twoich emocji jest durny i mało ważny, to możesz się tak czuć. Dać sobie prawo do tego, że czujesz się nie najlepiej. Nawet lepiej, możesz coś z tym zrobić. Nie możesz mieć wpływu na to, że przylatują do ciebie ptaki smutku. Ale możesz zapobiec, aby wiły gniazda w twojej głowie. Możesz gniewać się na kogoś, ale możesz też nie pozwolić, aby ktoś inny zrujnował ci dzień. Na tym polega magia blue monday. Że możesz mieć prawo to odczuwać, a możesz mieć też wpływ na to, jak szybko zniknie.
Są rzeczy, na które nie mamy wpływu, jak chemia w naszym mózgu. Ta chemia gromadzi się, napawa, przyprawia o zawroty głowy i zasłabnięcia w skrajnych przypadkach zaburzeń lękowych. Może sprawić, że nie chce ci się żyć. Najwidoczniej tak funkcjonuje twój mózg. I możesz iść po inną chemię, która stępi emocje, zrobi z ciebie zombie bądź odświeży ci mózg ze zbędnych złogów w postaci apatii. Możesz też przestać mieć huśtawki nastroju i przestać bujać się pomiędzy swoją bezsilnością a mocą, że możesz wszystko. Pozostawiam ci ten wybór. Te wybory to jak życie a nie życie. Egzystencja - piękny zwrot oznaczający bycie. Piękne to słowo, jednak jakże smutne w swoim wydźwięku. Bo można egzystować i egzystować. To znaczy taplać się w tym błotku życia i puszczać w nim bąbelki, bawić się ziemią i budować zamki. Można też po prostu siedzieć i czekać, aż się w nim utopimy.
Ja właśnie tak się czuję. Jakbym się topiła, jakby żadne pomocne dłonie na mnie już nie czekały. Jakby ten blue monday był właśnie takim specjalnym składnikiem, który zamienia to błoto w jeszcze ciemniejszą i ciągnącą się breję, która zaczyna cię wciągać na samo dno. Dno, z którego pozornie się nie da wyjść. Dno, które widzę w obrazach Beksińskiego, tą matnię, wręcz przerażającą, psychodeliczną matnię jaką jest nasz świat, jaką są niekontrolowane rzeczy w naszym życiu, wręcz przerażające niczym na obrazach wizerunki ludzi, jakie mamy przed sobą. Jakby żywcem wyjęte z obrazów pokraki tylko nas mijały, jakbyśmy byli niewidzialni. Bo tak jest. Jesteśmy dla społeczeństwa niewidzialni, czasami nieśmiało spoglądający zza kotary, ukrywający się z uśmieszkiem na ustach, który jest być może wymuszony, a być może z kpiący z tego świata.
Czasami o siebie nie dbamy. Ogarniamy wszystko swoja ciężką pracą, jesteśmy silni ponad swoje siły bo dom, rodzina, dziecko chore, bo tu obiad, tam rachunki. Nie dbamy o nasz wentyl bezpieczeństwa, o balonik, w który wpuszczamy wszelkie nasze emocje, ale ten balonik musi kiedyś pęknąć. Wtedy breja staje się jeszcze bardziej ciągnąca. To znak, że zbyt dużo dopuszczaliśmy do swojego balonika. Ciśnienie nie wytrzymało. Coś się z nas wylewa, ale nawet nie umiemy zidentyfikować co, ponieważ wszelkie wspomnienia znikają, a pojawiają się tylko emocje, niepowiązane z niczym, z czego nikt z nas nie jest w stanie określić. Nawet nie wiemy, jakie te emocje są. Mieszają się ze sobą, tworząc znowu szaro brudną breję która zatyka nam mózg i tu nawet chemia w tabletkach nie pomaga, a terapia.
Terapia to takie ciekawe narzędzie. Sprawia, że sam balonik jest nam niepotrzebny. Uświadamia, jakie są składowe tej brei która niszczy mózg, pozwala nam odczuwać czyste emocje. Daje narzędzia, które nie muszą nam stworzyć czegoś nowego. Może to wcale nie jest konieczne. Możemy po prostu ponaprawiać stan naszych myśli, naszych przekonań, z którymi szliśmy przez życie zatruci przez nasze środowisko. Bo toksyczny rodzic to nie jest usprawiedliwienie na twoje błędy.
Czasami czułam się, jakby w moich żyłach płynęły toksyny, które pewnie osoby we mnie wstrzykują, czy to nieświadomie, czy nie. Rozpuszczają one wszelkie pozytywne bodźce i zatruwają nas swoja beznadzieją, brakiem. A nawet toksyczną złością i wkurwieniem, bo tak te toksyny najczęściej działają. Dzieje się tak, gdy w naszym środowisku toksyn jest za dużo, a te toksyny przynoszą nam inni ludzie. Kiedy jesteś nastolatkiem, a toksyny wstrzykuje ci własna matka, nie da się od tego odciąć. Dopiero, gdy jesteś dorosły możesz uciąć te relacje. I w tym właśnie pomaga terapia.
Toksyny, breje, chemia. Wszystko się ze sobą miesza. Daje udaną jak dla blue monday mieszankę wybuchową, a balonik pęka.
Tak, blue monday mam codziennie.






Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Macierzyństwo, czyli bądź mama i bądź sobą.

Przyszedł dla mnie ten czas i ten moment, który czeka większość kobiet na ziemi. Ciepły letni dzień. Spaliłam papierosa, kupiłam ciążowy test, wsiadłam do PKP intercity relacji Poznań - Gdańsk o nazwie Artus. W toalecie test. Dwie kreski. Mieszanina radości z niedowierzaniem. Potem zakupy: mała torebeczka na prezenty i herbatka z napisem "super tata" dla mojego narzeczonego, wraz z testem ciążowym. Największy strach? O rozwój dziecka, o to, czy nie poronię, o to, czy nie będę wyrodną matką i czy pogodzimy wszystko z narzeczonym. Ale pojawiła się myśl, którą większość ludzi interpretuje bardzo egoistycznie. CO ZE MNĄ? Co z karierą? Co z projektowaniem gier, larpami, pisaniem, pasjami, imprezami, nocami spędzanymi pod gołym niebem z przyjaciółmi? Co z wyjazdami na Pyrkon, na Woodstock, co z niebieskimi włosami i glanami? Co ? "O Boże ! Ludzie już zakładają rodziny, rodzą im się dzieci, a ja leżę przed komputerem z czipsami i oglądam seriale!" - lamentują mi moi znaj...

Polska A i Polska B

Gdy moja babcia jeszcze żyła, mawiała o podziale na Polskę A i Polskę B. Polskę, która była bliżej berlina, zachodu, tych bajerów które można było stamtąd przywieźć i lepszego świata.. I Polskę B - do której bliżej było do ZSRR nie tylko geograficznie, ale i mentalnie. Minęło 50 lat i nic się nie zmieniło. No, może geografia. Może podział województw. Technologia, Partie rządzące... Mówi się, że najpierw przyszły lata 90te, które zachłysnęły się dobrobytem, który nagle u nas nastał. Ludzie dorabiali się i nowe firmy wyrastały jak grzyby po deszczu. Narodziło się nowe pokolenie Y, którego jestem przedstawicielką. Teoretycznie - powinno zmienić się wiele, prawda? Nie. Pijanym narodem łatwiej manipulować. A narodem, który przeżył indoktrynację komunistów i propagandę - jeszcze łatwiej. Propagandę, która głosiła o równości wszystkich po to, by tych wszystkich równych ludzi zniżyć do poziomu robactwa. Ludzie to zwierzęta. Zwierzęta, które chcąc nie chcąc mają w swojej naturze hierarchiczność...

Milczący mózg (Anhedonia)

      Jak to mówiła moja koleżanka: "najgorsze kilkanaście miesięcy męki, też tak miałam". Tylko ze ta męka trwa u mnie od kilu lat, bo tyle czasu tu nie pisałam. Mój umysł milczy.       Jest tyle spraw, na które otworzyłam się w ciągu kilku ostatnich lat. Wydawałam się sobie kiedyś osobą otwartą, światłą, pełną ideałów, Jednak to co było wtedy to nic z porównaniem do tego, co jest teraz. Przemykają mi przed oczami miliony spraw, których jeszcze 10 lat temu nie byłam świadoma. Że skrajna otyłość to choroba a nie żadne body positive, że feministka to też wiedźma. Że  jest tyle spraw, o których chciałabym pisać, a mój umysł po prostu milczy.     Milczy podczas gry w RPG, w larpy. Milczy, gdy na tik-toku mam powiedzieć coś do ludzi. Milczy, gdy nagrywam podcast. Zewsząd rozgrywa się głównie głucha cisza, która spowija moją duszę jak miękki płaszcz.      Tęskniłam za tą ciszą, której w sumie nigdy nie miałam. Za tym, by w...