Nerdzenie nigdy nie kojarzyło się dla mnie pozytywnie. Myśląc o nerdach miałam w głowie obraz typowego gimbusa lub licealistę przed kompem zawalonym czipsami, cola i zmiętymi chusteczkami higienicznymi walającymi się po pokoju (If you know what I mean) przeklinającym lagi w lolu albo wydzierającym się do mikrofonu podczas sesji.
A ja? Niedawno skończyłam 20 lat, dostałam nowy komputer i... sama zaczęłam. Nie zdradzę, ktore sa to gry, ale czy uznałabym to za stratę czasu ? Równie dobrze mogłabym zajac sie znów rysowaniem lub szyciem moich laleczek vodoo, ale kto powiedział ze gry komputerowe nie rozwijają?
Aaaa, już wiem. Tak. Gazetki, jakieś wiadomości, "gracz pobił swoją matkę bo skasowała mu konto w grze", bla bla bla. Zanim zaczęłam grac (i obserwowac mojego chłopaka podczas gry) oprócz kwejkowych mądrości nie słyszałam o grach ani jednej, dobrej rzeczy.
Przenieśmy się gdzieś na chwilę, do innego świata.
Jesteśmy w średniowiecznym fantasy. Wyobraź sobie, że jesteś krasnoludem o imieniu Thandurin, chodzisz gdzieś po polach i wsiach, miastach i wypełniasz misje, czasem są jakieś tam interakcje, a czasem weźmiesz miecz, zaczniesz nim wymachiwać, a ekran eksploduje od krwi niczym fajerwerki na sylwestra w sosnowcu. Tak widzi gry osoba, która nie gra.
Co ja widzę?
Widzę krasnala ze swoim zawodem (kastą), który wędruje, poznaje przyjaciół. Poznaje ich historie, nie zawsze szczęśliwe, ale pouczające. Pomaga innym osobom, broni ich przed mocami, wobec których są bezsilni. Wypełnia misję, w której musi wykazac się charyzmą, odwagą, badź po prostu dobrym sercem. Poznaję po prostu historię osoby, która traci wszystko co miała, i musi budować swe zycie od samego początku.
Oczywiście, znam gości , którzy w tej samej grze zobaczą krew, nawalankę i elfie prostytutki, ale to od nas samych zalezy, jak zinterpretujemy grę. Z grą jest tak samo jak z papierosami czy alkoholem - może nas uzależnic, ale nie musi. Może dac nam korzyści, jeśli odpowiednio do niej podejdziemy. (No co? Oczywiście że z papierosów są korzyści. Przyznac się, ilu z was dzięki przerwom w liceum na papierosa poznawało zajebistych ludzi i zdobywało zajebiste kontakty?)
Czego nauczył mnie heartstone ? Chociażby tego, ze nie zawsze w życiu przegrywamy dlatego, ze jesteśmy beznadziejni. Może po prostu nie sprzyjał nam los i wylosowaliśmy chujowe karty ? (Tak, karcianki są zajebiście losowe.) League of legends jest gra nie tylko do ponerdzenia - jeśli dodac do niej słuchawki, mikrofon i kumpli w twojej drużynie, ta gra moze doskonale uczyc pracy zespołowej - lepiej niż jakieś zadania w grupach na lekcji.
Ludzie którzy siedzą przed komputerem po 8 godzin dziennie? Którzy nie wiedzą jak rozmawiac z dziewczyną, bo wolą nerdzic ? Agresywni gracze, którzy rozwalają trzecią już klawiaturę w tym roku? To nie gry są winą ich zachowania, ale oni sami. Gra jest tylko ucieczką, która źle interpretowana pogłębia ich stan. A jeśli w drastycznych przypadkach ktoś chwyci za pistolet i zacznie strzelac do ludzi na ulicy bo za dużo grał w CS'a, to problem jest z samą osobą, która nie odróżnia gry od rzeczywistości. A sam tego typu problem nie jest spowodowany grą, ale zaburzeniami w psychice gracza, który źle dobrał sobie rozrywkę. Bo nie kazdy kto gra w CS'a musi chwycic potem za realną broń.
Wiadomości, gazety i artykuły jak zwykle zwracają ludziom uwagę na jedynie negatywne aspekty gier. Ale równie dobrze mogłabym zamykac się na wiele godzin dziennie w pokoju ze sztalugą , ołówkami i wychodzić z pokoju tylko na siku, a efekt byłby taki sam - odosobnienie.
A ja? Niedawno skończyłam 20 lat, dostałam nowy komputer i... sama zaczęłam. Nie zdradzę, ktore sa to gry, ale czy uznałabym to za stratę czasu ? Równie dobrze mogłabym zajac sie znów rysowaniem lub szyciem moich laleczek vodoo, ale kto powiedział ze gry komputerowe nie rozwijają?
Aaaa, już wiem. Tak. Gazetki, jakieś wiadomości, "gracz pobił swoją matkę bo skasowała mu konto w grze", bla bla bla. Zanim zaczęłam grac (i obserwowac mojego chłopaka podczas gry) oprócz kwejkowych mądrości nie słyszałam o grach ani jednej, dobrej rzeczy.
Przenieśmy się gdzieś na chwilę, do innego świata.
Jesteśmy w średniowiecznym fantasy. Wyobraź sobie, że jesteś krasnoludem o imieniu Thandurin, chodzisz gdzieś po polach i wsiach, miastach i wypełniasz misje, czasem są jakieś tam interakcje, a czasem weźmiesz miecz, zaczniesz nim wymachiwać, a ekran eksploduje od krwi niczym fajerwerki na sylwestra w sosnowcu. Tak widzi gry osoba, która nie gra.
Co ja widzę?
Widzę krasnala ze swoim zawodem (kastą), który wędruje, poznaje przyjaciół. Poznaje ich historie, nie zawsze szczęśliwe, ale pouczające. Pomaga innym osobom, broni ich przed mocami, wobec których są bezsilni. Wypełnia misję, w której musi wykazac się charyzmą, odwagą, badź po prostu dobrym sercem. Poznaję po prostu historię osoby, która traci wszystko co miała, i musi budować swe zycie od samego początku.
Oczywiście, znam gości , którzy w tej samej grze zobaczą krew, nawalankę i elfie prostytutki, ale to od nas samych zalezy, jak zinterpretujemy grę. Z grą jest tak samo jak z papierosami czy alkoholem - może nas uzależnic, ale nie musi. Może dac nam korzyści, jeśli odpowiednio do niej podejdziemy. (No co? Oczywiście że z papierosów są korzyści. Przyznac się, ilu z was dzięki przerwom w liceum na papierosa poznawało zajebistych ludzi i zdobywało zajebiste kontakty?)
Czego nauczył mnie heartstone ? Chociażby tego, ze nie zawsze w życiu przegrywamy dlatego, ze jesteśmy beznadziejni. Może po prostu nie sprzyjał nam los i wylosowaliśmy chujowe karty ? (Tak, karcianki są zajebiście losowe.) League of legends jest gra nie tylko do ponerdzenia - jeśli dodac do niej słuchawki, mikrofon i kumpli w twojej drużynie, ta gra moze doskonale uczyc pracy zespołowej - lepiej niż jakieś zadania w grupach na lekcji.
Ludzie którzy siedzą przed komputerem po 8 godzin dziennie? Którzy nie wiedzą jak rozmawiac z dziewczyną, bo wolą nerdzic ? Agresywni gracze, którzy rozwalają trzecią już klawiaturę w tym roku? To nie gry są winą ich zachowania, ale oni sami. Gra jest tylko ucieczką, która źle interpretowana pogłębia ich stan. A jeśli w drastycznych przypadkach ktoś chwyci za pistolet i zacznie strzelac do ludzi na ulicy bo za dużo grał w CS'a, to problem jest z samą osobą, która nie odróżnia gry od rzeczywistości. A sam tego typu problem nie jest spowodowany grą, ale zaburzeniami w psychice gracza, który źle dobrał sobie rozrywkę. Bo nie kazdy kto gra w CS'a musi chwycic potem za realną broń.
Wiadomości, gazety i artykuły jak zwykle zwracają ludziom uwagę na jedynie negatywne aspekty gier. Ale równie dobrze mogłabym zamykac się na wiele godzin dziennie w pokoju ze sztalugą , ołówkami i wychodzić z pokoju tylko na siku, a efekt byłby taki sam - odosobnienie.
Komentarze
Prześlij komentarz