Przejdź do głównej zawartości

Jest fajnie, ale boimy się...

Jak to głosi jeden neon na murze: "jest fajnie, ale boimy się miłości(wojny)".
Jest fajnie. To znaczy zadowalająco. Nie ma nic strasznego prawda? Nie jest strasznie i źle, kiedy możemy usiąść przy swoim biurku w pracy, napić się kawy, poprzeglądać koty w internecie i cieszyć się chwilową wolnością, miastem, dobrym treningiem albo nową książką. Cieszyć się też przyjaciółmi, towarzystwem, które dodaje mi ostatnio najwięcej siły.

Jest fajnie, ale nie do końca.
"samotność to taka straszna trwoga". Ale nie tylko. Jest strach. A raczej zasłona dymna, którą próbuję wzniecać non stop poczuciem, że "przecież jest fajnie". Przecież pokonałam ostatecznie swoje problemy z pracą, przecież skończyłam związek bez przyszłości z facetem, który mnie wkurwiał. Przecież dzielę się opieką nad dzieckiem z rodziną. Przecież mam co jeść.
Przecież...
Przecież ogarnia mnie samotność. Nieznośne toksyczne więzy, których nie mogę dalej zerwać. Brak najlepszego przyjaciela, któremu mogłabym powiedzieć wszystko. Który chociażby przeczytałby wszystkie notki na tym blogu i nie stwierdziłby, że chce ode mnie uciekać.

Moje życie to motanie się pomiędzy pasjami, pomiędzy wielkim pragnieniem zrobienia czegoś więcej, lepiej, nauką programowania, marzeniami o podróży na stopa w bieszczady, tworzeniem larpowych historii, a wycieraniem podłóg po jogurcie rozsmarowanym przez dzieciaka, znoszenie zachowania eks, wysłuchiwaniem rodziców eks, ze "musimy dalej trzymać się razem", mimo, ze tak bardzo nie chcę spędzać z nim tak dużo czasu dla małej. Szarpanina pomiędzy "to, czego chcę, a do czego mnie stworzono", a "to, co muszę, bo naciska na mnie społeczeństwo". Jakby nie wystarczył już pogłos epitetów, które są rzucane za moimi plecami w moja stronę dzięki biologicznej rodzinie. "wyrodna matka", "szmata", "kurwa", "puszczalska", "mogłabyś do 4 roku życia siedzieć z nią w domu".
To tylko pogłosie. Nie słyszę tego na żywo. Ale mimo, ze udało mi się uciec, głosy te brzmią w głowie do dziś.

Miłości - stwierdzam brak. Nie ma miłości - są "śmieszne" obrazki w internecie przesyłane między sobą na messengerze. Nie ma spokoju, poczucia że wszystko idzie w dobrym kierunku - jest siedzenie przy biurku, stukanie w klawisze ku tworzeniu kolejnej aplikacji internetowej. Czasem czuć nawet dumę, spełnienie, że po tylu latach poniewierania się mam coś konkretnego do zrobienia.
Miłość do dziecka - jaka miłość? Zachwyt nad młodym człowiekiem, dbałość o nią i wygłupy przeplatające się z wściekłością, frustracją i poczuciem, że już nigdy nie będę wolna, że robię coś, czego nigdy nie chciałam... nie wiem, czy to miłość.
NIE, nigdy nie chciałam dzieci.
"urodzisz, to ci się odmieni, każda kobieta tak ma".
Nie. Nie odmieniło się.  Z resztą, moja matka nigdy nie miała racji.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Macierzyństwo, czyli bądź mama i bądź sobą.

Przyszedł dla mnie ten czas i ten moment, który czeka większość kobiet na ziemi. Ciepły letni dzień. Spaliłam papierosa, kupiłam ciążowy test, wsiadłam do PKP intercity relacji Poznań - Gdańsk o nazwie Artus. W toalecie test. Dwie kreski. Mieszanina radości z niedowierzaniem. Potem zakupy: mała torebeczka na prezenty i herbatka z napisem "super tata" dla mojego narzeczonego, wraz z testem ciążowym. Największy strach? O rozwój dziecka, o to, czy nie poronię, o to, czy nie będę wyrodną matką i czy pogodzimy wszystko z narzeczonym. Ale pojawiła się myśl, którą większość ludzi interpretuje bardzo egoistycznie. CO ZE MNĄ? Co z karierą? Co z projektowaniem gier, larpami, pisaniem, pasjami, imprezami, nocami spędzanymi pod gołym niebem z przyjaciółmi? Co z wyjazdami na Pyrkon, na Woodstock, co z niebieskimi włosami i glanami? Co ? "O Boże ! Ludzie już zakładają rodziny, rodzą im się dzieci, a ja leżę przed komputerem z czipsami i oglądam seriale!" - lamentują mi moi znaj...

Polska A i Polska B

Gdy moja babcia jeszcze żyła, mawiała o podziale na Polskę A i Polskę B. Polskę, która była bliżej berlina, zachodu, tych bajerów które można było stamtąd przywieźć i lepszego świata.. I Polskę B - do której bliżej było do ZSRR nie tylko geograficznie, ale i mentalnie. Minęło 50 lat i nic się nie zmieniło. No, może geografia. Może podział województw. Technologia, Partie rządzące... Mówi się, że najpierw przyszły lata 90te, które zachłysnęły się dobrobytem, który nagle u nas nastał. Ludzie dorabiali się i nowe firmy wyrastały jak grzyby po deszczu. Narodziło się nowe pokolenie Y, którego jestem przedstawicielką. Teoretycznie - powinno zmienić się wiele, prawda? Nie. Pijanym narodem łatwiej manipulować. A narodem, który przeżył indoktrynację komunistów i propagandę - jeszcze łatwiej. Propagandę, która głosiła o równości wszystkich po to, by tych wszystkich równych ludzi zniżyć do poziomu robactwa. Ludzie to zwierzęta. Zwierzęta, które chcąc nie chcąc mają w swojej naturze hierarchiczność...

Milczący mózg (Anhedonia)

      Jak to mówiła moja koleżanka: "najgorsze kilkanaście miesięcy męki, też tak miałam". Tylko ze ta męka trwa u mnie od kilu lat, bo tyle czasu tu nie pisałam. Mój umysł milczy.       Jest tyle spraw, na które otworzyłam się w ciągu kilku ostatnich lat. Wydawałam się sobie kiedyś osobą otwartą, światłą, pełną ideałów, Jednak to co było wtedy to nic z porównaniem do tego, co jest teraz. Przemykają mi przed oczami miliony spraw, których jeszcze 10 lat temu nie byłam świadoma. Że skrajna otyłość to choroba a nie żadne body positive, że feministka to też wiedźma. Że  jest tyle spraw, o których chciałabym pisać, a mój umysł po prostu milczy.     Milczy podczas gry w RPG, w larpy. Milczy, gdy na tik-toku mam powiedzieć coś do ludzi. Milczy, gdy nagrywam podcast. Zewsząd rozgrywa się głównie głucha cisza, która spowija moją duszę jak miękki płaszcz.      Tęskniłam za tą ciszą, której w sumie nigdy nie miałam. Za tym, by w...