Mózg jest ponoć jednym z najdoskonalszych dzieł ewolucji, natury. Pochłania dziennie setki gigabajtów informacji, przetwarza obrazy lepiej niż jakakolwiek lustrzanka na rynku. I dalej jest tym niezbadanym czymś, co steruje całym organizmem. A w rzeczywistości? Zwykła, dziwna galaretka, która tuż po przebiciu się przez skórę, nerwy, mięśnie twarzy, czaszkę i kilka innych warstw zabezpieczających tę breję, po prostu wypływa. Jak stara galareta truskawkowa sprzed tygodnia zrobiona przez twoją matkę, której nie chcesz jeść, i którą w końcu wylewasz do zlewu.
Sekcje zwłok to jednak nie taki niezwykły widok. Całkiem normalny, jeśli porówna się je do zwykłego ćwiartowania i krojenia mięsa. A tak naprawdę przez całe życie tego kawałka mięcha, jak to określiłam, to tylko ta galareta miała na niego jakiś wpływ.
Moja galareta ewidentnie mnie nie lubi.
Nie zliczę, ile razy w tym tygodniu miałam dość byle trzasku, byle wypowiedzianego słowa albo widoku ptaków za oknem. Mimo mojego zdrowia i normalności, które wykazały testy na podstawie jakiś naukowych norm, mój mózg robi ze mnie autystkę: mam ochotę zaszyć się w ciemnościach, w ciszy, by nie dochodził do mnie żaden dźwięk, światło, bodziec. Zatyczki do uszu na ulicy pełnej tłumów są wybawieniem. Okulary przeciwsłoneczne, zakrywające wory z niewyspania - też. Ach, no tak! Spanie! Nie, na to mój głupi mózg też nie pozwoli. Nie ważne, ile znowu nałykasz się hydroxyzyny niczym cukerków - i tak nie zaśniesz. A jak już? Pośpisz 4 godziny... 7 godzin... 10 godzin.... wstaniesz, poczujesz się jak trup, po czym wrócisz do łóżka i zawalisz cały swój dzień. Jakby już nie był zjebany przez twoje zmęczenie nie wiedzieć, czym.
Nie zliczę, ile razy w tym tygodniu miałam dość byle trzasku, byle wypowiedzianego słowa albo widoku ptaków za oknem. Mimo mojego zdrowia i normalności, które wykazały testy na podstawie jakiś naukowych norm, mój mózg robi ze mnie autystkę: mam ochotę zaszyć się w ciemnościach, w ciszy, by nie dochodził do mnie żaden dźwięk, światło, bodziec. Zatyczki do uszu na ulicy pełnej tłumów są wybawieniem. Okulary przeciwsłoneczne, zakrywające wory z niewyspania - też. Ach, no tak! Spanie! Nie, na to mój głupi mózg też nie pozwoli. Nie ważne, ile znowu nałykasz się hydroxyzyny niczym cukerków - i tak nie zaśniesz. A jak już? Pośpisz 4 godziny... 7 godzin... 10 godzin.... wstaniesz, poczujesz się jak trup, po czym wrócisz do łóżka i zawalisz cały swój dzień. Jakby już nie był zjebany przez twoje zmęczenie nie wiedzieć, czym.
Mój mózg mnie nienawidzi. Podsyca we mnie to wrażenie drganiem mięśni, czuciem każdego centymetra swego ciała w akcie zemsty za treningi, którymi próbuję wyrwać swoje ciało z odrętwienia i wprawić je w ruch. Spacer, trening, wypalanie mięśni, jedzenie, kawa. Sen. Znowu szum prysznica, zimno, i ta breja, która mnie otacza. Ach nie. To nie breja, tylko wilgotne powietrze. Mam ochotę nią zwymiotować tak, jak byle posiłkiem, który zjem. Nie ważne, jak bardzo był smaczny i zdrowy, nieobciążający żołądka. Mi jest niedobrze zawsze.
Dlaczego mój mózg nie potrafi być normalny? Depresja? Nerwica? No, super. Przecież mamy dzisiaj czasy, w których byle dolegliwość niewyjaśnioną za pomocą badań można sobie tłumaczyć na tle nerwowym. Może i prawda, ale wiecie, co to oznacza dla takiego organizmu? Brak ratunku.
Organizm trzeba zmusić, by poszedł na terapię, by sięgnął ręką, odchylił szufladę i wytrzasnął tę tabletkę z opakowania. Trzeba go zmusić do myślenia, w trakcie gdy twój mózg znów po 8 przespanych godzinach nie pamięta, ile masz lat. Twoje ciało musi wstać, pójść na spacer, a mózg musi wyłapać jak najwięcej nowych bodźców, żeby wyrwać sie z bólu, odrętwienia, bez sensu. Pustki. Pustki, która potrafi pochłonić cię tak bardzo, że widzisz, ze niby jest jakiś swiat. Ty w nim egzystujesz, ale nie czujesz go.
Dlaczego mój mózg nie potrafi być normalny? Depresja? Nerwica? No, super. Przecież mamy dzisiaj czasy, w których byle dolegliwość niewyjaśnioną za pomocą badań można sobie tłumaczyć na tle nerwowym. Może i prawda, ale wiecie, co to oznacza dla takiego organizmu? Brak ratunku.
Organizm trzeba zmusić, by poszedł na terapię, by sięgnął ręką, odchylił szufladę i wytrzasnął tę tabletkę z opakowania. Trzeba go zmusić do myślenia, w trakcie gdy twój mózg znów po 8 przespanych godzinach nie pamięta, ile masz lat. Twoje ciało musi wstać, pójść na spacer, a mózg musi wyłapać jak najwięcej nowych bodźców, żeby wyrwać sie z bólu, odrętwienia, bez sensu. Pustki. Pustki, która potrafi pochłonić cię tak bardzo, że widzisz, ze niby jest jakiś swiat. Ty w nim egzystujesz, ale nie czujesz go.
Jak masz z niego wyjść, skoro twoje ciało ci to utrudnia? Jak z tego wyjść i obudzić się, skoro krzyk drugiej osoby "OBUDŹ SIĘ!!!!" cię nie budzi. Tylko wstrząsa twoim ciałem i przyprawia znowu o kołatanie serca.

Komentarze
Prześlij komentarz