Nie miałam pomysłu.
Gdyby się tak zastanowić, to dość często mam problem z kreatywnością. Czasem zaskoczy, czasem nie.
Tak było i tym razem. Quest: przebranie inspirowane końcem świata. Wiec jako leniwa buła, wpisałam w google :koniec świata, wyskoczył mi znam drogowy z miejscowością "koniec świata". Ok, będę znakiem drogowym.
Zniszczyłam karton na elektronikę, pomalowałam, namalowałam znak drogowy i jazda na imprezę końca świata. W przebraniu? A jakże.
Jestem dziwakiem.
Kiedyś się tego wstydziłam. Czy można mieć o sobie gorsze mniemanie niż to, które mam teraz? Można. Choć wydaje się to całkiem niemożliwe, byłam cichą i jeszcze bardziej zakompleksioną istotą z powodu swych dziwactw. Potrafiłam na potęgę pisać wiersze w moim małym zeszyciku na każdy temat. Napisałam nawet wiersz o obgryzaniu paznokci i odę do naleśników. Potrafiłam przyjść do szkoły w spranych bojówkach, sukience w kratkę i włosach w warkocz, kok i kręcone loczki... wszystko naraz.
Te i inne dziwactwa nie były moim powodem do dumy, póki nie skończyłam 19 lat, nie poznałam zacnej Tawerny Jana i nie wcisnęłam raz na zawsze czarnego kapelusza na głowę, który jest niemalże jak symbol.
Coś, po czym można mnie poznać.
Gdyby się tak zastanowić, to dość często mam problem z kreatywnością. Czasem zaskoczy, czasem nie.
Tak było i tym razem. Quest: przebranie inspirowane końcem świata. Wiec jako leniwa buła, wpisałam w google :koniec świata, wyskoczył mi znam drogowy z miejscowością "koniec świata". Ok, będę znakiem drogowym.
Zniszczyłam karton na elektronikę, pomalowałam, namalowałam znak drogowy i jazda na imprezę końca świata. W przebraniu? A jakże.
Jestem dziwakiem.
Kiedyś się tego wstydziłam. Czy można mieć o sobie gorsze mniemanie niż to, które mam teraz? Można. Choć wydaje się to całkiem niemożliwe, byłam cichą i jeszcze bardziej zakompleksioną istotą z powodu swych dziwactw. Potrafiłam na potęgę pisać wiersze w moim małym zeszyciku na każdy temat. Napisałam nawet wiersz o obgryzaniu paznokci i odę do naleśników. Potrafiłam przyjść do szkoły w spranych bojówkach, sukience w kratkę i włosach w warkocz, kok i kręcone loczki... wszystko naraz.
Te i inne dziwactwa nie były moim powodem do dumy, póki nie skończyłam 19 lat, nie poznałam zacnej Tawerny Jana i nie wcisnęłam raz na zawsze czarnego kapelusza na głowę, który jest niemalże jak symbol.
Coś, po czym można mnie poznać.
Tak jak wtedy, gdy szłam ulicą przebrana za znak drogowy końca świata. Szłam dumnie, licząc po cichu reakcje ludzi na przebranie i śmiejąc się w duchu. Reakcje w większości były pozytywne, ale...
Jak już pisałam wcześniej, wrażliwa ze mnie kretynka. Znalazły się pewne kobietki i mojej radości nastał częściowy koniec.
"ty patrz, jaka idiotka!"
"pfffff!"
"lepiej, żebym cię dzisiaj nie spotkał"
"trzeba mieć z deklem coś..."
Chciałabym, by było mi żal ograniczonych umysłowo ludzi. Ale nie potrafię. Emocje są zagłuszane przez cień wstydu. Niby tak, czuję się dumna z bycia egzemplarzem z defektem, ale i tak czasem następuje we mnie koniec. Koniec świata radości, dumy, poczucia że wszystko ze mną w porządku.
Taki mały koniec świata, gdy padnie tylko jedna obelga albo krzywe spojrzenie.
Jak już pisałam wcześniej, wrażliwa ze mnie kretynka. Znalazły się pewne kobietki i mojej radości nastał częściowy koniec.
"ty patrz, jaka idiotka!"
"pfffff!"
"lepiej, żebym cię dzisiaj nie spotkał"
"trzeba mieć z deklem coś..."
Chciałabym, by było mi żal ograniczonych umysłowo ludzi. Ale nie potrafię. Emocje są zagłuszane przez cień wstydu. Niby tak, czuję się dumna z bycia egzemplarzem z defektem, ale i tak czasem następuje we mnie koniec. Koniec świata radości, dumy, poczucia że wszystko ze mną w porządku.
Taki mały koniec świata, gdy padnie tylko jedna obelga albo krzywe spojrzenie.
Innego końca świata dla mnie nie będzie.
Komentarze
Prześlij komentarz