Przejdź do głównej zawartości

Rodzina - czym tak naprawdę jest?

Oczywiście tematem moich rozważań są ci najbliżsi, którzy nas stworzyli i wychowali, bo do założenia własnej rodziny mi jeszcze daleko. I mam nadzieję, ze stanie się to w dalekiej przyszłości.
Zazwyczaj słyszę opinie, że rodzina jest wszystkim. Naszym wsparciem, opoką, czymś, co ma nam dać poczucie bezpieczeństwa i szczęście. I przede wszystkim mają nas wychować- dzięki miłości, jaka każdy rodzic żywi do  dziecka. Ale czy ta miłość jest na pewno szczerą ?

Moi rodzice mnie kochają. Zapewniają mi (choc z trudem, a czasem wcale!) podstawowe rzeczy bym mogła przetrwać, czyli wyżywienie, dach nad głową, oplaty na bilety, dostęp do internetu. Zapewniają mi te wszystkie rzeczy sami nie wiedzą dlaczego. Bo jestem ich dzieckiem? Tylko dlatego?
A co to w ogóle znaczy dzieckiem? Istotą, którą kochają nade wszystko, która uwielbiają, na której im bardzo zależy , czy tylko potomkiem, produktem ubocznym pewnej imprezy?!
Moi rodzice mnie kochają, ale tylko dlatego, ze jestem ich dzieckiem, bo muszą! Ale jako człowieka mnie po prostu nienawidzą. Różnię się od nich wszystkim - sposobem zachowania, wysławiania się, zainteresowaniami, mentalnością, przekonaniami, a nawet charakterem. Gdybym nie była ich potomkiem jestem pewna że odrzuciliby mnie natychmiast.  Ach z resztą, oni już i tak to robią. Dla nich jestem tylko popierdoloną, przemądrzałą i rozpuszczoną "gówniarą", która ucieka ze wsi do miasta i "jest po prostu pojebana".

Więc czy jest sens doszukiwania się szczerej miłości w rodzinie?
Powiedziałabym nawet, że lepsi są przyjaciele. Bo przyjaciele pokochają ciebie za to kim jesteś - a nie tylko dlatego że cię urodzili.

Miłość to jedna sprawa, a wychowanie- to drugie. Każdy może zostać ojcem/matką, ale nie każdy może zostać  mamusią/tatusiem. Różnica polega na tym, ze jedni dzieci płodzą i wychowują tak po prostu, bo "jak już się urodziło to trzeba odchować", a drudzy swoje dziecko wychowują na człowieka: pomagają mu, starają się zrozumieć (nawet jeśli między dzieckiem a rodzicem jest mnóstwo różnic), przytulają, starają wpoić się pewne wartości i zachowania, które mu się przydadzą. A przede wszystkim swoje dziecko poznaje, rozumie jego potrzeby emocjonalne i intelektualne i akceptuje takie, jakie jest. Stawia je na pierwszym miejscu i stoi za każdym jego sukcesem!
Nie, nie każdy potrafi wychować dziecko w pełnym tego słowa znaczeniu. Mam tylko nadzieję że to ja okażę się kiedyś mamusią, a nie matką.

Czym jest ta najbliższa rodzina? Być może gadam teraz głupoty, bo kieruję się własnymi przeżyciami i doświadczeniami. Wielu z was myśli ze to skarb. Dla mnie to tylko głupia forma życia społecznego, w której jedni odchowują drugich, bo muszą. Byle tylko przetrwał gatunek.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Macierzyństwo, czyli bądź mama i bądź sobą.

Przyszedł dla mnie ten czas i ten moment, który czeka większość kobiet na ziemi. Ciepły letni dzień. Spaliłam papierosa, kupiłam ciążowy test, wsiadłam do PKP intercity relacji Poznań - Gdańsk o nazwie Artus. W toalecie test. Dwie kreski. Mieszanina radości z niedowierzaniem. Potem zakupy: mała torebeczka na prezenty i herbatka z napisem "super tata" dla mojego narzeczonego, wraz z testem ciążowym. Największy strach? O rozwój dziecka, o to, czy nie poronię, o to, czy nie będę wyrodną matką i czy pogodzimy wszystko z narzeczonym. Ale pojawiła się myśl, którą większość ludzi interpretuje bardzo egoistycznie. CO ZE MNĄ? Co z karierą? Co z projektowaniem gier, larpami, pisaniem, pasjami, imprezami, nocami spędzanymi pod gołym niebem z przyjaciółmi? Co z wyjazdami na Pyrkon, na Woodstock, co z niebieskimi włosami i glanami? Co ? "O Boże ! Ludzie już zakładają rodziny, rodzą im się dzieci, a ja leżę przed komputerem z czipsami i oglądam seriale!" - lamentują mi moi znaj...

Polska A i Polska B

Gdy moja babcia jeszcze żyła, mawiała o podziale na Polskę A i Polskę B. Polskę, która była bliżej berlina, zachodu, tych bajerów które można było stamtąd przywieźć i lepszego świata.. I Polskę B - do której bliżej było do ZSRR nie tylko geograficznie, ale i mentalnie. Minęło 50 lat i nic się nie zmieniło. No, może geografia. Może podział województw. Technologia, Partie rządzące... Mówi się, że najpierw przyszły lata 90te, które zachłysnęły się dobrobytem, który nagle u nas nastał. Ludzie dorabiali się i nowe firmy wyrastały jak grzyby po deszczu. Narodziło się nowe pokolenie Y, którego jestem przedstawicielką. Teoretycznie - powinno zmienić się wiele, prawda? Nie. Pijanym narodem łatwiej manipulować. A narodem, który przeżył indoktrynację komunistów i propagandę - jeszcze łatwiej. Propagandę, która głosiła o równości wszystkich po to, by tych wszystkich równych ludzi zniżyć do poziomu robactwa. Ludzie to zwierzęta. Zwierzęta, które chcąc nie chcąc mają w swojej naturze hierarchiczność...

Milczący mózg (Anhedonia)

      Jak to mówiła moja koleżanka: "najgorsze kilkanaście miesięcy męki, też tak miałam". Tylko ze ta męka trwa u mnie od kilu lat, bo tyle czasu tu nie pisałam. Mój umysł milczy.       Jest tyle spraw, na które otworzyłam się w ciągu kilku ostatnich lat. Wydawałam się sobie kiedyś osobą otwartą, światłą, pełną ideałów, Jednak to co było wtedy to nic z porównaniem do tego, co jest teraz. Przemykają mi przed oczami miliony spraw, których jeszcze 10 lat temu nie byłam świadoma. Że skrajna otyłość to choroba a nie żadne body positive, że feministka to też wiedźma. Że  jest tyle spraw, o których chciałabym pisać, a mój umysł po prostu milczy.     Milczy podczas gry w RPG, w larpy. Milczy, gdy na tik-toku mam powiedzieć coś do ludzi. Milczy, gdy nagrywam podcast. Zewsząd rozgrywa się głównie głucha cisza, która spowija moją duszę jak miękki płaszcz.      Tęskniłam za tą ciszą, której w sumie nigdy nie miałam. Za tym, by w...